Dziś jest: poniedziałek 16 wrzesień 2019 temp. dziś: oC
jutro: oC
Księga gości

Z czego słynął wersal Podlaski?

Wersal Podlaski słynął na całą Polskę. Piękne bale, urocze damy, bogata gama różnorakich napitków i egzotycznych potraw, do tego wenecka gondola pływająca kanałami i karzeł wyskakujący z pasztetu. Uczty u Branickiego wprawiały w podziw samego króla z dynastii saskiej , który zresztą często bywał u hetmana.
Posłowie, urzędnicy, dygnitarze. Ludzie pióra, pędzla, palety, architekci, uczeni, medycy, nadobne damy i postawni młodzianie. Znakomici goście zatrzymywali się tu na trasie Paryż, Wiedeń – Grodno, Wilno, Petersburg. Stąd miano „hotelu głów koronowanych”. Każdy choć raz w życiu zobaczyć na własne oczy musiał „Wersal Podlaski”, „Wersal Polski”, „Wersal Północy”. Nawet poseł turecki powiedział ponoć kiedyś, że widział dwóch królów i dwa zamki, jeden większy w Warszawie, drugi mniejszy w Białymstoku: „Lecz ten mniejszy ma więcej powagi i znaczenia”. Bo w końcu: „Raj białostocki każdemu otwarty w zupełnej szczęśliwości, w doskonałej rozkoszy wszystkich kontentujący, przez Adama stracony, przez Jana przywrócony”. Drodzy Państwo, witamy we włościach Jana Klemensa Branickiego.

Jak wyglądał przeciętny dzień hetmana?

Nie bez powodu nazywano Branickiego „najrządniejszym magnatem w Polszcze”! Gdybyśmy chcieli dotrzymać mu kroku lub choćby dyskretnie podglądać, należałoby wstawać wraz z pierwszym świtaniem. Już od godziny szóstej rano Branicki zwykł załatwiać co pilniejsze sprawy i sprawunki. Czytał listy, odbywał narady, przyjmował oficerów i wraz z nimi przeprowadzał przegląd białostockiego garnizonu wojska. Następnie składał wizytę swojej uroczej małżonce, słuchał mszy w przypałacowej kaplicy, po czym podpisywał kolejne dekrety i rozkazy. Południe to był dobry czas na przejażdżkę. Wyruszał hetman Branicki, aby nadzorować rozliczne budowy i dokonywać oglądu swojego miasta. Popołudniowy obiad w ogrodzie, filiżanka kawy której hetman był wielbicielem, wreszcie krótka drzemka i przechadzka po ogrodach kończyły jakże ciężki dzień pracy. Póki jednak nie nastała zorza dnia następnego, wesołe towarzystwo oglądało spektakle, oddawało się miłości do muzyki, podziwiało fajerwerki.

Więcej

Bale i uczty

Ach, co to były za uczty, co to były za bale! Uczty, które wyprawiał Branicki, zazdrościli wszyscy magnaci po tej stronie Wisły, zazdrościli szlachetnie urodzeni znad Białej, zazdrościł ponoć nawet sam król. Suto zastawione stoły, egzotyczne napitki, obiady złożone z czterech dań, z których każde oznaczało dziesiątki potraw do wyboru – wedle preferencji gości, zaskakujące składniki, intrygujące przyprawy, zdumiewające dekoracje. Ekscentryczność, tęsknota za dostępem do morza, czy może chęć wcielenia w życie staropolskiej zasady „zastaw się, a postaw się” sprawiły, że na imieninowym stole Branickich pojawiła się nawet kryształowa rynienka wypełniona tokajem, po którym pływała flota 24 malutkich okrętów po brzegi wypełnionych łakociami z różnych stron świata. Innego razu na salony wniesiono… karła ukrytego w pasztecie. Gdy zaś znudziły się gościom atrakcje uginających się stołów, wychodzili na przechadzkę po ogrodach. Przygrywała im wtedy kapela pływająca po kanałach w batach z wioślarzami ubranymi na wzór weneckich gondolierów. Tańczyli, raczyli się pięknymi głosami sprowadzanych wprost z Włoch śpiewaczek, oglądali organizowane specjalnie dla nich teatralne spektakle. Walczono na miecze, strzelano na wiwat, a wystrzały szampanów zagłuszały strzały z muszkietów.

Co jadano u hetmana?

Co jedzono na dworze? Hetman preferował kuchnię polską natomiast Izabela wolała francuską. Kuchnia hetmańska była daleka od monotonii. Lubowano się w musztardzie zwanej paryską, sprowadzano winny ocet, którym obficie doprawiano potrawy. Używano masła sprowadzanego z Holandii, kosztowano serów żółtych, zachwycano się czekoladą, próbowano ostryg i małży. A wszystko popijano kuflami piwa: świeżo nawarzonego lub importowanego z Anglii w beczkach. Namiętnie pito też kawę! Przy okazji każdej wyprawy do Gdańska czy Królewca sprowadzano ponad sto funtów najlepszej kawy, w której rozkoszował się hetman. Martynicka, turecka, lewantyńska, holenderska – przebierano w gatunkach i rodzajach, choć najczęściej w rozporządzeniach pojawia się ta z Lewantu lub Turcji: „de Mocca”. Herbatę pito zaś raczej rzadko, filiżankę czaju traktując jako lekarstwo na rozmaite dolegliwości. Panie dworu, na wzór dworów zachodnich, rozkoszowały się z kolei w gorącej czekoladzie.

Salony wersalskie w Białymstoku

Bardzo bogato i gustownie przysposabiał Branicki wnętrze swojego pałacu. Sale wykończano pilastrami, sztukaterią, płaskorzeźbami, ściany ozdabiano adamaszkiem i jedwabiami. Meble sprowadzano z Francji lub wykonywano na zamówienie na modłę francuską. Gdy tylko dowiadywał się Branicki, że któryś z magnatów zakupił modny mebel, wyprawiał do niego swoich wysłanników, którzy opisywali wygląd, spisywali wymiary, a nawet odrysowali sprzęty, zastanawiając się nad wykonaniem kopii. Wszelkich przeróbek dokonywano według najdrobniejszych wskazówek hetmana. Niekiedy, w związku z ciągłymi remontami, w pomieszczeniach pałacowych brakowało miejsca nie tylko dla dworu, ale i dla głównych zacnych lokatorów. Niemal bez przerwy we włościach Branickich stały rusztowania malarzy lub sztukatorów.
Opisywane uczty, ozdoby stołów, flotylle ze słodyczami, rynienki z tokajem i ukrywające się wśród półmisków karły stanowiły, tak jak elementy wyposażenia, ukłon w stronę słynnych dworów Zachodu. Sprawiały jednak, że wieść o Wersalu Podlaskim niosła się daleko poza granice kraju.

Opracował: Bożenna Kalinowska – przewodnik miejski